Wszyscy żyjemy w otoczeniu skażonym affluenzą. Pojęcie to wprowadził w 1997 r. Oliver James, opisując w swojej książce psychologiczne konsekwencje konsumpcyjnego wyścigu szczurów.

Oliver James w swojej publikacji ukazał uzależniające konsekwencje bogactwa, dążenia do luksusu prowadzące do obsesyjnego myślenia i zaburzeń lękowych oraz depresji. Terminem „affluenza” określa się również „nałogowe” uzależnienie społeczeństw lub ekonomistów od wzrostu gospodarczego i rozpatrywanie szczęścia oraz dobrobytu społeczeństw jedynie poprzez gromadzenie coraz większej liczby dóbr materialnych i przez wzrost PKB.

Zewnętrzne bogactwo, duchowa pustka

Choć wciąż toczy się dyskusja na temat tego, czy affluenza to choroba (nazwa tego zjawiska powstała jako analogia do influenzy – grypy), czy tylko zaburzenie lub okoliczności cywilizacyjno-kulturowe towarzyszące bogactwu i nadmiernej konsumpcji, to w kilku miejscach w Stanach Zjednoczonych otwarto już ośrodki AA (Anonymous Affluenza), na wzór ruchu Anonimowych Alkoholików. Miesięczna opłata za leczenie w ośrodku Newport Academy w Bethlehem, w stanie Connecticut, wynosi 40 tysięcy dolarów, a program 30-dniowej terapii w ekskluzywnym centrum terapeutycznym w Malibu kosztuje 2200 dolarów dziennie. Pacjentami są najczęściej nieletnie lub dorosłe dzieci multimilionerów, które – zaślepione bogactwem – nie tylko uzależniły się od komfortu i dobrobytu, lecz także przejawiają symptomy depresji, ADHD czy skłonności samobójcze. Osoby te nie widzą świata, ludzi oraz własnej wartości bez luksusu i wydawania pieniędzy na rzeczy i na styl życia, który niszczy ich poczucie własnej wartości, budując duchową pustkę.

Przykre konsekwencje

W 2013 r. pojęcie „affluenzy” zostało wykorzystane podczas strategii obrony prawnej w stanie Teksas, w której 16-letni chłopak twierdził (za pośrednictwem swojego prawnika), że uprzywilejowane dzieciństwo było odpowiedzialne za jego zachowanie i „pijacką radość podczas samochodowego rajdu”, w wyniku którego zabił cztery osoby i zranił kilka innych. Chłopiec dostał dziesięć lat więzienia, ale zamiast zatrzymać go w ośrodku rehabilitacyjnym, sędzia pozwolił rodzicom na umieszczenie go w prywatnym ośrodku. Pomimo takiego tolerancyjnego podejścia sędziego matka skazanego – chcąc pomóc dziecku uniknąć domowego odosobnienia – pomogła mu uciec do Meksyku. Po dwóch latach 18-letni Ethan i jego 48-letnia matka zostali aresztowani w Puerto Vallarta w Meksyku.

Pojęcie „affluenza” wprowadził w 1997 r. Oliver James, opisując w swojej książce psychologiczne konsekwencje konsumpcyjnego wyścigu szczurów. Termin „affluenza” powstał jako zbitka angielskich słów „affluence” (dostatek) oraz „influenza” (grypa).

Kto bogatemu zabroni?

Postawy rodzicielskie zamożnych odzwierciedlają zwykle bardziej generalną tendencję w oczekiwaniu aprobaty społecznej i uznawania ludzi bogatych za bardziej uprzywilejowanych, mających więcej praw, a czasami nawet będących ponad prawem. Poczucie wyższości, dystans w relacjach z ludźmi oraz oczekiwanie specjalnego traktowania bogatych mają często związek ze specyfiką poczucia tożsamości wyrażającego się wewnętrznym nakazem „być, mieć oraz cieszyć się życiem”, niezależnie od tego, co myślą o tym inni. Życie w epoce dream gettingu (spełniania marzeń i pragnień) daje możliwość realizacji najbardziej szalonych pomysłów. Podstawową wartością tych osób nie jest spokój, wyciszenie czy wewnętrzne bogactwo, ale szczęście osiągane dzięki gromadzonym zasobom i konsumpcji dóbr. Niemożność realizacji tych pragnień prowadzi do przeżywania silnych emocji negatywnych, a czasem do zaburzeń psychicznych. Ale nie u wszystkich i nie zawsze.

Affluencerzy w biznesie

Bogaci w swoich postawach klienta i konsumenta prezentują wielką rozmaitość oczekiwań i zachowań w biznesie. Wiąże się to nie tylko z poziomem bogactwa i materialnych zasobów, lecz przede wszystkim z cechami osobowości, które w procesie bogacenia się czasem ulegają zmianom (rozwojowym lub deformującym ich tożsamość). Wiele cech zachowań w roli klienta i konsumenta wraz ze wzrostem zamożności również ulega przekształceniom. Potrzeby autonomii, hedonistycznej przyjemności oraz indywidualizacji u jednych podnoszą rangę aktu wyboru we wszelkich sytuacjach biznesowych (koneser, snob), a u innych szczególnie ważne są wszystkie funkcje komunikacyjne związane z wpływem, wizerunkiem oraz ciągłym nadawaniem komunikatu społecznego świadczącego o wysokim statusie społecznym (w stylu „patrzcie, kim jestem i na co mnie stać”). Jeszcze inni w sytuacjach biznesowych pragną wyrażać swoją dominację (nieograniczony władca) lub totalny albo okresowo nasilający się sprzeciw (buntownik) wobec oferty, omawianych propozycji czy wcześniejszych ustaleń. Takie postawy klientów czasami dezorientują usługodawcę (designera), prowokując „skrótowe myślenie” diagnozujące te zachowania jako dewiacje lub fanaberie bogatego klienta. Jeszcze większe trudności w biznesie sprawiają ci, którzy za wszelką cenę chcą być odbierani jako finezyjni, niezależni i wymagający klienci, starając się świadomie (lub nieświadomie) ukryć brak jasnych i wyraźnych oczekiwań lub własne naśladownictwo w oczekiwaniach wobec ostatecznego efektu biznesowej współpracy.

Choć wciąż toczy się dyskusja na temat tego, czy affluenza to choroba, czy tylko zaburzenie lub okoliczności cywilizacyjno-kulturowe towarzyszące bogactwu i nadmiernej konsumpcji, to w kilku miejscach w Stanach Zjednoczonych otwarto już ośrodki AA (Anonymous Affluenza), na wzór ruchu Anonimowych Alkoholików.

Większa konsumpcja – wyższy status

Zamożność to nie tylko zróżnicowany zasób portfela, lecz także specyfika „mentalnego bogactwa” danej osoby. Na naszych oczach zmieniła się sytuacja, w której dawniej gust i smak były cechami wartościującymi ze względu na przynależność do określonej grupy czy klasy społecznej charakteryzującej się swoistymi właściwościami kulturowymi i ekonomicznymi. Współcześnie to styl życia i konsumpcji wyznacza w opiniach społecznych status człowieka, a nie jego przynależność do określonej ekonomicznie grupy społecznej. To nie wyższe klasy społeczne dostarczają wzorców gustu i smaku, lecz media i marki promujące określone style życia i konsumpcji. Dlatego modzie ulegają również bardzo bogaci i zamożni klienci. Jednak w większości przypadków cechuje ich „taktyczna uczciwość” względem wyznaczników prestiżu, co jest związane z gotowością wydania większych pieniędzy na markowy produkt. Mniej „zamożni mentalnie” konsumenci, mając świadomość tego zjawiska, uciekają się czasami do używania substytutów, czyli podróbek markowych produktów, tworząc iluzję przynależności do społeczności „naprawdę” bogatych, oczekując uznania ich wyższej pozycji w hierarchii znaczenia i statusu społecznego.

Affluencerzy nie widzą świata, ludzi oraz własnej wartości bez luksusu i wydawania pieniędzy na rzeczy i na styl życia, który niszczy ich poczucie własnej wartości, budując duchową pustkę.

Sztuka bycia bogatym

„Mentalne bogactwo” może mieć różnorodne znaczenia i odcienie. Japońska estetyka wabi-sabi bogactwo mentalne definiuje jako umiłowanie naturalnego piękna rzeczy, odrzucając ostentacyjne bogactwo i blichtr oddalający nas od natury i od nas samych, przedkładając nad nim umiar i wyrafinowaną prostotę starych przedmiotów. Mujo w koncepcji zen akcentuje lekkość, gust, wygodę oraz przejrzystość, zarówno w mówieniu, jak i w działaniu. Życie z wdziękiem i szacunkiem do tego, co posiadamy i co robimy, to przejaw nie tylko „mentalnego bogactwa”, lecz także sztuki bycia bogatym. Takiej mentalności klientów życzę wszystkim designerom wnętrz.

Podoba Ci się artykuł? Udostępnij →