Czy kolejna warszawska lokalizacja ma szansę konkurować z tymi, które zdobyły już pewną renomę i tak jak one stać się miejscem, w którym się bywa? Tym razem padło na Muranów, dzielnicę, która zawdzięcza swoją nazwę niewielkiej włoskiej wysepce. Nadworny architekt Jana III Sobieskiego, Józef Szymon Bellotti, wybudował tu w połowie XVII w. pałacyk i właśnie na cześć jednej z wysp, należących do jego rodzinnej Wenecji, nazwał go Murano.

Jeszcze nie tak dawno najtłumniej uczęszczanym rejonem stolicy była Saska Kępa. Tamtejsze knajpki na Francuskiej wręcz wypadało odwiedzać. Jednak z czasem coś nakazało bywalcom dzielnicy ruszyć dalej w poszukiwaniu nowych, niezbadanych miejsc. Niezależnie, czy było to znużenie, czy zwyczajna ciekawość, swoją ostoję odnaleźli na niepozornych praskich uliczkach, otoczonych kamieniczkami z czerwonej cegły. To one stały się forum licznych spotkań, sceną głośnych koncertów i niezapomnianych wystaw. Jednak i Praga nie była w stanie na długo zatrzymać przy sobie wszystkich członków warszawskiej bohemy.

Niepozorna przestrzeń

Dzisiejszy Muranów to senna, spokojna i nieco zapomniana dzielnica na nowo odkryta przez Joannę Klimas. Długo szukała ona miejsca, w którym chciałaby się zadomowić, aż w końcu jej serce zdobyła niecodzienna przestrzeń przy Nowolipkach jednym z najstarszych traktów Warszawy vis-à-vis Ogrodu Krasińskich.

Klimas robi klimat

Miejsce stworzone przez Joannę Klimas to nie tylko pracownia krawiecka. Po wejściu schodami na antresolę zaprojektowaną przez Krzysztofa Kołodziejskiego ze Studia A+D Architekci – lekką, przezroczystą i podświetloną dziesiątkami żaróweczek – znajdziemy się w czytelnio-kawiarni, poniżej której funkcjonuje coś na wzór wielofunkcyjnej szafy. Projektanci wnętrza ze szczególną starannością włączyli w nową przestrzeń autentyki z epoki socrealizmu – czerń podłogi wydobywa subtelne piękno beżowo-popielatej posadzki. Zachowano charakterystyczne gzymsy, a na tle ogromnych okien wciąż rysuje się kunsztowny ornament białych, finezyjnych krat.

U zbiegu ulic Nowolipki i Zamenhofa, w kilkupiętrowym budynku z lat 50. XX w., w lokalu po hurtowni Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Ruch”, Joanna Klimas zdecydowała się stworzyć miejsce niebanalne. Tak powstała niezwykła przestrzeń, gdzie w przerwie między książką a kawą można przymierzyć i zamówić… sukienkę na miarę.

Wieczorem wnętrze wypełnia się białym, miękkim światłem. I oczywiście ubrania Joanny Klimas, których próżno szukać w innych butikach stolicy. Doskonałe projekty – proste i szlachetne, wyraziste i zaskakująco świeże. Projektantka zaprasza do swojego salonu. Do przejrzenia unikatowego albumu o modzie z prywatnych zbiorów oraz przymierzenia sukienki w garderobie, do której zmieści się także koleżanka. Zaprasza także do spróbowania kawy – jak mawiają dotychczasowi bywalcy – najlepszej w mieście.

Podoba Ci się artykuł? Udostępnij →