Jeszcze kilka lat temu odpowiedź na to pytanie wydawała się prostsza. Uczelnia miała uczyć projektowania, a doświadczenie zdobywało się później – w pracy. Dziś jednak sam zawód architekta wnętrz wygląda zupełnie inaczej niż kilkanaście lat temu. Zmieniły się oczekiwania klientów, tempo pracy, narzędzia i zakres kompetencji potrzebnych do prowadzenia procesu projektowego.
Dyskusja wywołana pod postem Internity Home pokazała, że środowisko architektów bardzo wyraźnie dostrzega tę zmianę. Komentarze pokazały jednak, że problem nie sprowadza się do prostego podziału: uczelnia i rzeczywistość zawodowa. Co ważne, większość głosów nie podważała sensu studiów. Wręcz przeciwnie – architekci wielokrotnie podkreślali, że edukacja akademicka daje coś, czego później trudno nauczyć się samodzielnie.
Uczelnia nadal buduje fundament
W komentarzach regularnie powracała myśl, że studia architektoniczne nie mają tworzyć „gotowego projektanta”, ale rozwijać sposób myślenia i wrażliwość.
„Studia dają fundament”.
„Pokazują drogę”.
„Uczą patrzeć”.
Wielu architektów podkreślało, że właśnie ten etap pozwala nauczyć się obserwacji, kreatywnego myślenia i świadomego projektowania przestrzeni. Architektka Agata Piltz porównała proces nauki do pieczenia ciasta: ,,Studia dały mi przede wszystkim obycie, pokorę i formę… trochę jak do pieczenia ciasta. Tym ciastem jesteś Ty. To, co będzie w środku, zależy już od Ciebie”.
Studia pokazują drogę, otwierają oczy i nadają kształt. Ale później życie bardzo szybko weryfikuje, czy jesteś w stanie dalej się rozwijać, dokształcać i codziennie pracować nad tym, co chcesz stworzyć. Myślę, że błędem jest oczekiwanie, że studia nauczą nas pracy z klientem, budowania marki, sprzedaży, mediów społecznościowych, tworzenia wizji i wszystkiego, co dziś jest potrzebne w tym zawodzie. To już jest praca własna.
W dyskusji często pojawiał się też wątek wąskiego postrzegania samego kierunku architektury wnętrz. Podobnie mówi o tym dr Marcin Cibor, architekt wnętrz i wykładowca ASP we Wrocławiu. – To nie jest kurs projektowania wnętrz mieszkaniowych. Studenci dotykają projektowania przestrzeni wystawienniczych, mebli, przestrzeni wirtualnych czy gamedevu – wyjaśnia.
Uczelnia nie przygotowuje wyłącznie do projektowania mieszkań. Ma raczej otwierać różne ścieżki rozwoju i budować szerokie rozumienie przestrzeni.
Rynek pracy bardzo szybko weryfikuje wyobrażenie o zawodzie
Najmocniej wybrzmiewającym wątkiem całej dyskusji było jednak zderzenie studiów z codziennością pracy projektowej: budżety, koordynacja, negocjacje, wycena pracy, kontakt z wykonawcami, odpowiedzialność za proces.
To właśnie te obszary architekci najczęściej wskazywali jako największy brak edukacji akademickiej. – Nikt nas nie uczy jak obronić cenę, jak wydobyć wartość. Każdy robi to trochę sam – jak wrzucony do wody – skomentowała arch. wnętrz Magdalena Majerowska Pukacz.
Podobne doświadczenia miał również Marcin Cibor. – Kiedy skończyłem studia i wyszedłem w świat, również miałem poczucie, że nie jestem nauczony w żaden sposób tego biznesu – opowiadał Rafałowi Hampelowi w podcaście Internity Home ,,Spokojnie o wnętrzach”.
Co ciekawe, sam dziś prowadzi na uczelni zajęcia dotyczące projektowania wnętrz w biznesie i mediach – obejmujące m.in. komunikację z klientem, tworzenie ofert czy podstawy prowadzenia działalności.
To pokazuje, że uczelnie próbują reagować na zmieniające się potrzeby rynku, choć proces zmian nadal jest powolny.
Architekt już nie tylko projektuje
W dyskusji bardzo wyraźnie wybrzmiał jeszcze jeden wątek – często nienazwany wprost, ale obecny niemal w każdej wypowiedzi. Chodzi o napięcie pomiędzy postrzeganiem architektury wnętrz jako profesji twórczej a rzeczywistością zawodu usługowego i procesowego.
Uczelnie nadal bardzo mocno uczą myślenia projektowego, pracy z przestrzenią, kompozycją i formą. I wielu architektów podkreślało, że właśnie to pozostaje największą wartością studiów. Jednocześnie rynek coraz częściej wymaga czegoś więcej niż samej umiejętności projektowania.
Architekt wnętrz nie jest dziś wyłącznie autorem wizji. Coraz częściej staje się koordynatorem procesu, partnerem dla inwestora, osobą odpowiedzialną za komunikację pomiędzy wieloma uczestnikami realizacji.
Projektowanie pozostaje profesją kreatywną, ale coraz mocniej funkcjonuje również jako odpowiedzialny proces wymagający kompetencji organizacyjnych, relacyjnych i biznesowych.
Uczelnia i rynek nie powinny się wykluczać
W całej dyskusji ciekawie wybrzmiała jeszcze jedna rzecz: potrzeba większej współpracy pomiędzy uczelniami a praktyką zawodową.
Coraz częściej uczelnie zapraszają praktyków, organizują warsztaty, wyjścia do showroomów czy spotkania z wykonawcami. Studenci mają też większy kontakt z realnym procesem projektowym niż jeszcze kilka lat temu.
Marcin Cibor zwraca uwagę, że programy nauczania stale się zmieniają: „Widzę ogromną różnicę między tym, jak wyglądały studia, kiedy ja studiowałem, a jak wyglądają dziś”. Jednocześnie podkreśla, że edukacja nie kończy się wraz z dyplomem: „Uczelnia daje kierunek, ale później sami musimy dokładać sobie doświadczeń, pracy i wyzwań”.
I być może właśnie to jest dziś najtrafniejszym podsumowaniem całej dyskusji, ponieważ architektura wnętrz coraz mniej przypomina zawód, którego można nauczyć się raz na zawsze. To raczej proces ciągłego uczenia się – projektowania, komunikacji, współpracy i odpowiedzialności. Dlatego dyplom coraz rzadziej oznacza gotowość do zawodu. Jest po prostu początkiem.
Studia nie dają tylko zawodu - dają sposób myślenia o przestrzeni, wrażliwość i świadomość, których nie da się nauczyć w kilka miesięcy.






