W zielonym zakątku Mokotowa, tuż obok Łazienek, powstało mieszkanie, które nie tyle „zostało urządzone”, co ułożyło się jak opowieść. Z dwóch języków, dwóch rytmów dnia i dwóch odmiennych krajobrazów – warszawskiej zieleni i baskijskiego słońca. Na 51 metrach kwadratowych udało się uchwycić to, co najtrudniejsze: wrażenie lekkości, światła i życia, które nie potrzebuje dekoracyjnych fajerwerków, żeby być zapamiętane. Projekt tego wnętrza powierzono architektowi Krzysztofowi Matuszewskiemu, który prowadzi autorską pracownię Matuszewski Studio.
To mieszkanie ma w sobie północny spokój i południowy temperament – ten rodzaj równowagi, który powstaje nie z kompromisu, ale z uważności. Właściciele, polsko-baskijskie małżeństwo, dzielą codzienność między Warszawą a Krajem Basków. Szukali więc miejsca, które stanie się ich miejską przystanią – zanurzoną w zieleni, a jednocześnie blisko pulsującego centrum i „starej” Warszawy.
– Zależało nam, żeby mieć wszystko: spokój, zieleń i jednocześnie bliskość miasta – mówią. Mokotów odpowiedział na to życzenie z naturalną elegancją: drzewami za oknem, miękkim światłem i poczuciem, że miasto może być tłem, a nie hałasem.

Polecane produkty
Światło, które opowiada dzień
Tu światło nie jest dodatkiem. Jest konstrukcją narracji. Mieszkanie doświetlone z dwóch stron otworzyło się na przepływ dnia dzięki częściowemu wyburzeniu ścian – gestowi architektonicznemu, który nie szuka efektu „wow”, lecz oddaje przestrzeni to, co jej najbardziej potrzebne: oddech.
Rano światło miękko rozlewa się po fornirowanej kuchni, jakby chciało zaznaczyć początek rytuałów. W południe odbija się w lustrze – wpasowanym między okno a zabudowę – i wraca do wnętrza powiększone, rozproszone, jaśniejsze. Wieczorem natomiast tańczy na czeczotowych frontach w łazience, podkreślając strukturę materiału, jego organiczny rysunek i ciepłą głębię.
Na niewielkim metrażu udało się zbudować kilka czytelnych stref: kuchnię z jadalnią, salon z częścią wypoczynkową oraz sypialnię z miejscem do pracy. Kluczowe jest jednak to, że nic nie zostało tu „odgrodzone na siłę”. Wszystko przenika się naturalnie – jak rozmowa, która nie potrzebuje kropki po każdym zdaniu.




Północny design, południowy luz
Estetyka wnętrza to mieszanka tego, co właściciele kochają najbardziej: modernistycznego vintage’u, unikalnych dodatków i naturalnych materiałów. Jest tu dyscyplina formy, ale nie ma w niej zimna. Jest szacunek do klasyki, ale bez muzealnego dystansu.
Wśród mebli pojawiają się perełki wzornictwa: duński fotel Georga Thamsa z lat 60., włoskie lampy z lat 90. (m.in. Shakti by Clerici), szwedzki stół z lat 70., a także szwajcarski klasyk – modułowa komoda USM. Każdy z tych obiektów ma swoją historię, ale razem nie tworzą kolekcji. Tworzą dom.
– Zamiast pustego minimalizmu wolimy wnętrza, w których coś się dzieje. Z książkami, winylami, sztuką – z rzeczami, które mają duszę – opowiadają właściciele.
Dlatego obok designerskich ikon pojawiają się przedmioty osobiste: plakat Nicka Cave’a, obrazy przyjaciół, praca Kamila Lacha, baskijska rzeźba Iñigo Arregi, akwarela z widokiem ulicy, przy której para mieszkała kiedyś w Hiszpanii. Tak buduje się prawdziwa spójność – nie kolorem poduszek, lecz konsekwencją wrażliwości.



Ciepło zamiast perfekcji
To nie jest wnętrze, które chce imponować. Jest raczej miejscem, w którym po prostu dobrze się żyje. Ciepło tworzą tu materiały, faktury, światło i muzyka płynąca z gramofonu. Każdy przedmiot i dekoracja staje się zalążkiem rozmowy, opowieści, pretekstem do wspomnień.
Retro detale, jak ceramiczne włączniki, spotykają się z nowoczesnymi akcentami bez spięcia i bez udowadniania racji. Kuchnia – lakierowany fornir i połyskujące lustro – otwiera przestrzeń, a strefy przenikają się subtelnie. W mieszkaniu można się zaszyć w wielu przytulnych kątach: z herbatą, książką, przy świetle lampy. Docenić chłodniejszy klimat Warszawy, który daje inny rodzaj odpoczynku niż ukochany Kraj Basków – bardziej introwertyczny, bardziej miękki, bardziej „do środka”.



Polecane produkty
Dom, który dojrzewa
Takie wnętrza nie powstają bez udziału mieszkańców. I nie kończą się w dniu sesji zdjęciowej.
– Naszą rolą było odpowiednio oprawić to, co już było w klientach i ich przedmiotach. Stworzyć równie ciekawą bazę dla mieszkania, które zmienia się, ewoluuje i dojrzewa razem z właścicielami – mówi Krzysztof, założyciel Matuszewski Studio.
To zdanie dobrze oddaje istotę projektu: architektura jako rama dla życia, nie jako jego scenografia. Mieszkanie czasem pachnie mokotowską jesienią i kawą, czasem baskijskim winem i świeżym chlebem z pobliskiej piekarni. Bywa głośne od spotkań, bywa ciche od pracy, bywa pełne dźwięków rozmów, płyt winylowych i pary z gotowanej wspólnie kolacji. Żyje – jak jego mieszkańcy – w dwóch światach, ale jednym rytmie.
– Estetyka i przedmioty mają dla nas znaczenie. Gromadzimy te rzeczy, które coś o nas mówią – podsumowują właściciele.
Mokotowskie 51 metrów stało się ich małym mostem między Warszawą a Krajem Basków: połączeniem dwóch temperamentów, dwóch estetyk i jednej wspólnej wrażliwości. Domem, w którym światło nie tylko pada na ściany – ale opowiada historię.



Polecane produkty





















![IHKI01006_Gun_Metal[1].jpg](https://cdn.dev-internityhome.pl/uploads/2025/01/kitchen-icons-bateria-kuchenna-z-wyciagana-wylewka-czarny-chrom-szczotkowany-pvd-908708-b1.webp)




![lath[1].jpg](https://cdn.dev-internityhome.pl/uploads/2025/02/luxury-vinyl-latte-600x117x25-panel-winylowy-jodelka-klasyczna-1op.295-m2-990858-o1.webp)




![IHBC01609_White_Matt[1].jpg](https://cdn.dev-internityhome.pl/uploads/2025/01/umywalka-nablatowa-owalna-55x38x115-bialy-mat-908589-b1.webp)





