Czasem projekt zaczyna się od briefu, czasem od telefonu… a czasem od cukierni. I właśnie tak było tym razem. Przypadkowe spotkanie we Włochach stało się początkiem znajomości, która po prostu miała się wydarzyć. Właścicieli apartamentu na ul. Ludowej architekt Marta Matelier poznała w momencie ich wyprowadzki z domu we Włochach: klasycznie urządzonego, oswojonego przez blisko 30 lat, pełnego wspomnień, rytuałów i przedmiotów, które nie są „wyposażeniem”, tylko częścią życia.
A teraz planowali dużą zmianę. Przeprowadzkę z 300-metrowego, wolnostojącego domu z ogrodem do 120-metrowego, nowoczesnego apartamentu. Skala inna, rytm dnia inny, potrzeby inne. Ale najważniejsze było jedno: oni nie chcieli „mniejszej wersji dawnego domu”. Chcieli nowego rozdziału.



Początek współpracy: pytania, które otwierają drzwi
Zawsze na starcie architekt zadaje inwestorom pytania o preferencje i inspiracje. I zawsze cieszę się najbardziej wtedy, kiedy odpowiedzi wychodzą poza katalogi: kiedy pojawiają się ulubione obrazy, filmy, muzyka, wspomnienia z podróży, zapachy, kolory dzieciństwa. Bo to jest prawdziwy klucz do wnętrza, które będzie „ich”, a nie „jakieś”.
W tym przypadku padło hasło, które od razu postawiło serce w tryb projektowej gotowości: wnętrza z filmów Pedro Almodovara.



Almodovar jako paleta emocji
To było wyzwanie – i jednocześnie ogromna przyjemność. Przygotowując się do pracy, architekt wróciła do kilku filmów: „Ludzki głos”, „Matki równolegle”, „Julieta”. Często, oglądając film, robi zrzuty ekranu, by na spokojnie analizować detale wnętrz: zestawienia kolorów, faktury, linie światła, a nawet to, jak scenografia prowadzi naszą uwagę. Kino jest doskonałym źródłem inspiracji – bo operuje emocją. A wnętrze, tak jak film, też powinno mieć swoją dramaturgię.
Inwestorzy podkreślili, że chcą mieszkać w przestrzeni energetycznej, oryginalnej i pełnej kolorów. Barwy, wzory i odważne zestawienia to dokładnie to, co kocha w projektowaniu najbardziej. Ten projekt był więc ekscytujący podwójnie – zwłaszcza że od początku została obdarzona pełnym zaufaniem.
Skarby ze starego domu: przenosimy historię, nie kopię
Jednym z najpiękniejszych momentów w takich realizacjach jest praca z przedmiotami, które mają duszę. W almodovarowską kolorystykę udało się wkomponować skarby ze starego domu – elementy, które niosą historię, a jednocześnie w nowej opowieści zyskują świeżą rolę:
-
100-letnie pianino – nie tylko instrument, ale serce domu, rytm, dźwięk i symbol ciągłości,
-
zegar ścienny – jakby pilnował, żeby czas w nowym miejscu płynął spokojnie,
-
turkmeński asmalyk wielbłądzi – intensywny, kulturowo gęsty akcent, którego nie da się „podmienić” na nic z sieciówki,
-
antyczne lampy naftowe – detale, które budują napięcie między dawnym a nowym.
To jest dla mnie najciekawsze: nie przenosić „wystroju”, tylko przenosić znaczenia.



Czerwone drzwi suwane: gest, który ustawia cały kadr
W tym wnętrzu jest element, który zasługuje na osobny akapit – czerwone drzwi suwane, wykonane na zamówienie według projektu architekt Marty Matelier. Czerwień u Almodóvara nigdy nie jest przypadkiem: to kolor decyzji, namiętności, odwagi, momentu zwrotnego. Tutaj drzwi stały się właśnie takim znakiem – mocnym, świadomym, absolutnie „filmowym”.
Co ważne, dopracowano nie tylko kolor i formę, ale też detal sposobu otwierania. Żeby to dobrze zagrało w przestrzeni (i w codziennym użyciu), wykonała makietę w skali 1:5.
Lubię ten etap – kiedy projekt przestaje być tylko rysunkiem, a staje się realnym ruchem dłoni, ciężarem, gestem, który będzie powtarzany przez lata.



Mebel, którego nie było na rynku: dębowa komoda z ryflowanym frontem
W salonie potrzebny był duży mebel, który pomieści potężną kolekcję porcelany. Przegląd gotowych rozwiązań szybko pokazał, że „rynek” nie rozwiąże tego tematu – bo dostępne wzory były zbyt zachowawcze, zbyt oczywiste, zbyt mało „nasze”.
Zdecydowano więc, że zaprojektuje mebel sama architekt: dębową komodę z ryflowanym frontem. Rytm ryflowania pięknie łapie światło, a dąb wprowadza szlachetność i spokój – równoważy intensywność kolorów i wzorów. To ważne: energetyczne wnętrze nie może być krzykliwe. Ono musi być skomponowane.
Na komodzie doskonale prezentują się szkła Zbigniewa Horbowego – i to jest kolejny moment, kiedy design spotyka się ze sztuką użytkową w najlepszym sensie. Te formy mają w sobie lekkość, a jednocześnie są wyraziste. Jak precyzyjny detal w dobrze zaprojektowanej scenografii.

Obraz nad sofą: mój osobisty „kadr” do tego wnętrza
W centralnym miejscu salonu, nad sofą, wyeksponowany został obraz, który namalowała architekt Marta Matelir specjalnie do tego wnętrza – kadr z filmu Pedro Almodovara „Ludzki głos”. Przedstawia on aktorkę Tildę Swinton na tle barokowego obrazu Artemisii Gentileschi.
Ten wybór nie był wyłącznie estetyczny. Gentileschi była nie tylko jedną z pierwszych kobiet, które profesjonalnie zajmowały się malarstwem. Była artystką pewną swojego talentu – i kobietą, która za pomocą sztuki dokonała symbolicznej zemsty na swoim prześladowcy. Ta historia ma w sobie siłę, która do wnętrza wnosi coś więcej niż dekorację: wnosi sens.
Bardzo często maluję obrazy do zaprojektowanych przeze mnie wnętrz. Są dla mnie ostatecznym dopełnieniem przestrzeni – klamrą, która spina całość w spójną opowieść. I lubię ten moment, kiedy wnętrze przestaje być projektem, a staje się światem.


Mieszkać jak w filmie – ale żyć po swojemu
Ten apartament nie jest rekonstrukcją scenografii. Nie chodziło o kopiowanie Almodovara. Chodziło o uchwycenie tego, co w jego filmach najbardziej magnetyczne: odwagi kolorów, sensualności faktur, wyrazistych kontrastów i emocji zamkniętej w detalach.
A jednocześnie to wnętrze jest głęboko prywatne: z pianinem, z porcelaną, z przedmiotami, które pamiętają stary dom i z nowymi elementami, które zapowiadają przyszłość. Bo najlepszy projekt to taki, w którym zmiana nie wymazuje historii – tylko pozwala jej wejść w nową formę.
I właśnie dlatego o tym projekcie architekt myśli: To był znak. Przypadkowe spotkanie, które otworzyło drogę do wnętrza pełnego odwagi, sztuki i zaufania – a to jest zestaw, z którego zawsze powstają najpiękniejsze realizacje.
A jeśli ktoś lubi domykać historie klamrą, to ta ma finał absolutnie jak z filmu: już po realizacji, w Poznaniu, architekt spotkała aktorkę Tildę Swinton. Była krótka rozmowa — i autograf złożony na zdjęciu wnętrza. Takie momenty zostają w pamięci na zawsze.






Polecane produkty






































![IHBC01609_White_Matt[1].jpg](https://cdn.dev-internityhome.pl/uploads/2025/01/umywalka-nablatowa-owalna-55x38x115-bialy-mat-908589-b1.webp)








