Warszawski Plac Zbawiciela ma własny rytm. Przedwojenne kamienice, kawiarnie ukryte w parterach, bliskość teatrów, kin i restauracji tworzą fragment miasta, który nie potrzebuje dodatkowej scenografii. Tu codzienność sama układa się w kadry. Wystarczy skręcić w jedną z bocznych ulic, by zobaczyć Warszawę bardziej kameralną, choć wciąż intensywną, pełną architektonicznych napięć i śladów historii.
Właśnie przy ulicy Jaworzyńskiej, w modernistycznej kamienicy zaprojektowanej w 1938 roku przez Helenę i Szymona Syrkusów, powstało wnętrze według projektu Ewy Lewandowskiej. To realizacja, która nie próbuje konkurować z miejscem. Przeciwnie, uważnie je czyta, wydobywając z zastanego kontekstu to, co najcenniejsze.
Budynek od początku narzucał ton projektowi. Jego forma podąża za łukiem ulicy, detal elewacji pozostaje oszczędny, niemal powściągliwy, a części wspólne zachowały autentyczność, której nie sposób odtworzyć od zera. Czarny marmur z jasną żyłą, antracytowe lastrico, mosiężne okucia balustrady. To elementy, które nie pełnią tu roli dekoracji, lecz stają się świadectwem czasu, rzemiosła i modernistycznej dyscypliny. Dla architektki były jednym z najważniejszych punktów odniesienia.
Właścicielka mieszkania, pani Anna, szukała miejsca, które mogłoby stać się jej warszawską przystanią. Zależało jej nie tylko na dopracowanym projekcie wnętrza, ale również na kompleksowym prowadzeniu całej realizacji. Zadanie powierzyła Ewie Lewandowskiej, architektce specjalizującej się w projektach wymagających uważnej koordynacji, szczególnie tam, gdzie współczesne potrzeby spotykają się z historyczną tkanką budynku.
Za projektem i realizacją wnętrza stoi architekt Ewa Lewandowska. Apartament powstał w 2020 roku, ale nie stracił aktualności. Z dzisiejszej perspektywy jeszcze lepiej widać, że nie był projektowany pod chwilowy trend. To wnętrze konsekwentne, dojrzałe i mocno związane z miejscem. Jego jakość nie opiera się na efekcie za wszelką cenę, ale na proporcjach, materiale, świetle i szacunku do architektury kamienicy.
Patrzę na ten projekt po kilku latach i mam poczucie, że niczego bym w nim nie zmieniła. To dla mnie ważny sprawdzian. Dobre wnętrze powinno dojrzewać razem z użytkownikiem, a nie starzeć się wraz z trendem
Między historią a współczesnością
Założenie było czytelne: uszanować charakter miejsca, ale nie tworzyć wnętrza stylizowanego na przeszłość. Apartament miał mieć kontakt z historią kamienicy, a jednocześnie odpowiadać na współczesny sposób życia. Dlatego w projekcie pojawiają się zarówno zachowane mosiężne klamki, dębowa posadzka ułożona w klasyczną jodełkę i oryginalne okucia kratek wentylacyjnych, jak i odważne tapety, mocne kolory oraz współczesne wzornictwo.
To nie jest wnętrze, które próbuje udawać muzeum. Przeciwnie. Historia została tu potraktowana jako tło, a nie ograniczenie. Meble z epoki poddano renowacji, przywracając im głębię politury szelakowej. Zabytkowe książki znalazły miejsce w przeszklonym regale, porcelana i zastawa w serwantce. Te elementy nie są dekoracją wstawioną na potrzeby zdjęcia. Tworzą osobistą warstwę mieszkania i opowiadają o właścicielce.
Drugim biegunem projektu jest radość z obcowania ze sztuką, książkami i dobrym designem. To właśnie napięcie między klasyką a współczesnością buduje charakter apartamentu.




Nowy układ dla starego mieszkania
Ponad stumetrowe mieszkanie zostało zaprojektowane od nowa. Część ścian działowych wyburzono, aby stworzyć bardziej współczesny i wygodny układ funkcjonalny. Powstała otwarta część dzienna oraz prywatna strefa master, zaplanowana z myślą o komforcie i codziennym rytmie właścicielki.
Ważnym założeniem była także gościnność. Apartament miał dobrze sprawdzać się podczas spotkań towarzyskich, dlatego gabinet może pełnić również funkcję sypialni dla gości. To rozwiązanie praktyczne, ale niewymuszone. Wnętrze nie traci przez nie elegancji ani spójności.
Hall i korytarz wejściowy wprowadzają do jasnej, uporządkowanej przestrzeni z pojemną zabudową. Już na tym etapie widać, że projekt nie opiera się na pojedynczych efektownych gestach, ale na konsekwencji. Funkcja jest dobrze schowana, a przechowywanie wpisane w architekturę wnętrza.



Kuchnia, która prowadzi narrację
Po przekroczeniu linii korytarza otwiera się szeroka perspektywa na kuchnię, jadalnię, salon i gabinet. To właśnie kuchnia przejmuje tu główną rolę. Klasyczna zabudowa z kaszmirowymi frontami została zestawiona z korpusami wykończonymi bejcowanym fornirem dębowym. Całość zamyka granitowy blat o satynowanym wykończeniu.
Najmocniejszym akcentem jest jednak tapeta Rendezvous Tokyo Blue marki Arte, zaprojektowana we współpracy ze studiem Moooi. Dzięki niskiemu ekranowi ściennemu wzór ma przestrzeń, żeby wybrzmieć. Nie konkuruje z zabudową, tylko dopełnia ją i wprowadza do wnętrza bardziej artystyczny wymiar.
Na podłodze pojawiają się klasyczne warszawskie gorseciki w czarno-białym układzie. Ten detal od razu przywołuje klimat przedwojennej Warszawy, ale nie działa sentymentalnie. W zestawieniu z tapetą, fornirem i lampą Multi-Lite projektu Louisa Weisdorfa z 1972 roku tworzy kompozycję osadzoną w czasie, ale nieprzywiązaną do jednej epoki.



Salon z miejscem na sztukę i rozmowę
Część dzienna została zaplanowana jako przestrzeń otwarta, ale nie anonimowa. To wnętrze do życia, spotkań, czytania i oglądania sztuki. Nie ma tu przesadnej dekoracyjności. Jest za to dobrze wyważony rytm materiałów, faktur i przedmiotów, które mają swoją historię.
Renowowane meble z epoki wprowadzają ciężar i szlachetność, ale nie dominują. Działają jak partner dla współczesnych elementów wyposażenia. Dzięki temu apartament zachowuje naturalność. Nie wygląda jak rekonstrukcja dawnego mieszkania, lecz jak przestrzeń, w której różne warstwy czasu mogą istnieć obok siebie.
To jedna z największych zalet projektu. Ewa Lewandowska nie próbuje wygładzić wszystkich różnic. Pozwala im wybrzmieć, ale pilnuje proporcji. W efekcie wnętrze ma klasę, a jednocześnie pozostaje osobiste.




Strefa master: komfort bez ostentacji
Prywatna część apartamentu ma bardziej intymny charakter. W sypialni master centralne miejsce zajmuje łóżko Hästens ustawione na tle ściany w burzowym odcieniu. Ten kolor buduje nastrój, ale nie przytłacza. Wprowadza spokój, głębię i lekko teatralne tło dla codzienności.
Do łazienki master prowadzą wysokie drzwi z górnym doświetlem oraz przechodnia garderoba wykończona bejcowanym fornirem dębowym. To sekwencja zaprojektowana z dużą dbałością o komfort. Przejście między sypialnią, garderobą i łazienką tworzy prywatną, funkcjonalną strefę, która pozostaje ukryta przed częścią reprezentacyjną.
Łazienka master łączy klasyczną elegancję z odważniejszymi decyzjami. Wolnostojąca wanna Shropshire marki Victoria + Albert przyciąga uwagę detalem nóżek, ale równie ważną rolę odgrywa tapeta Maison C z akwarelowymi tancerkami na antracytowym tle. Do tego dochodzi szafka podumywalkowa w kolorze soczystej maliny z chili, zwieńczona kwarcytowym blatem. Ten wybór przełamuje powagę wnętrza i pokazuje, że klasyka nie musi oznaczać przewidywalności.






Marmur, światło i detal
Mniejsza łazienka przy strefie wejściowej została zaprojektowana w oparciu o marmurową mozaikę calacatta gold. Materiał domyka strefę brodzika, a jego rysunek podkreśla liniowa poświata ukryta pod zabudową sufitową. Całość wieńczy elegancka listwa sztukateryjna.
To pomieszczenie pokazuje, jak ważne w tym projekcie są detale wykonawcze. Światło, proporcje zabudowy, dobór materiału i sposób jego zakończenia tworzą efekt spokojny, ale dopracowany. Nie chodzi o nadmiar. Chodzi o precyzję.
Apartament, który nie stracił aktualności
Wnętrze przy ulicy Jaworzyńskiej jest projektem, który dobrze znosi upływ czasu. Być może dlatego, że nie powstało jako odpowiedź na trend. Jego siła wynika z połączenia trzech elementów: szacunku do miejsca, wyczucia potrzeb właścicielki i odwagi w doborze rozwiązań.
Architekt Ewa Lewandowska stworzyła apartament, który nie odcina się od historii budynku, ale też nie zatrzymuje się w przeszłości. To wnętrze miejskie, eleganckie, wygodne i świadome. Takie, w którym klasyczna jodełka może spotkać się z tapetą Moooi, mosiężna klamka z malinową szafką, a przedwojenny kontekst z bardzo współczesnym sposobem życia.
Najważniejsze jest jednak to, że projekt nie sprawia wrażenia zamkniętej kompozycji. Ma w sobie przestrzeń na codzienność, sztukę, książki, gości i zmianę. Dlatego po kilku latach nadal wygląda aktualnie. Nie dlatego, że był modny, ale dlatego, że został dobrze pomyślany.










































