– Podczas tego remontu dwa razy myślałem, że cały plan legnie w gruzach – tak o gruntownej przebudowie mieszkania w przedwojennej kamienicy mówi Filip Domagała (DOMagała Design). Emocji nie brakowało, tym bardziej, że architekt kupił lokal z myślą o jego przebudowie i późniejszej sprzedaży. Już na pierwszy rzut oka mieszkanie było wymagające (rolę łazienki pełnił prysznic w kuchni), a pod warstwami tynku, podłóg i stropów kryło się jeszcze więcej niespodzianek, które z czasem ułożyły się w piękną historię.

Mieszkanie w kamienicy – uroki i wyzwania
Mieszkania w zabytkowych kamienicach mają cechy, których próżno szukać w nowym budownictwie. Jedne z nich uznajemy za bezdyskusyjne atuty, inne przyjmujemy jako naturalny kompromis. Na plus z pewnością działa lokalizacja – najczęściej w ścisłym centrum miasta. Z drugiej strony nie zawsze idzie za tym nowoczesna infrastruktura wokół budynku – rzadziej spotkamy tu zadbane podwórka, bujną zieleń czy nowe place zabaw.
Drugim istotnym aspektem jest nieprzewidywalność. – Największym wyzwaniem jest to, że nigdy do końca nie wiadomo, co kryje się pod warstwami tynku, podłóg czy w konstrukcji stropu. Ta niepewność bywa dużym obciążeniem – przyznaje architekt. Z drugiej strony, w takich projektach rzadko zdarzają się sytuacje bez wyjścia.
Po stronie zalet warto wymienić solidną konstrukcję – grube ściany przekładają się na znacznie lepszą akustykę niż w wielu współczesnych realizacjach. Istotna jest także wysokość pomieszczeń, zazwyczaj wyższa niż obecne standardy, co daje większe możliwości aranżacyjne i poczucie przestrzeni.



Nowy układ, stare ograniczenia
Z perspektywy adaptacji zastanej przestrzeni do współczesnych potrzeb zmiana układu funkcjonalnego często okazuje się nieunikniona. W przypadku tego 52-metrowego mieszkania – przez dziesięciolecia zamieszkiwanego przez lekarkę, która dożyła niemal stu lat – była wręcz koniecznością.
Brak łazienki i prysznic umieszczony w wydzielonej kuchni to tylko część wyzwań. Kluczowe było również otwarcie przestrzeni poprzez połączenie kuchni z salonem.
– Tworząc nowy układ funkcjonalny, jeszcze przed zakupem mieszkania, byłem przekonany, że wyburzenie tej ściany nie będzie problemem. Założyłem: 8 cm – ściana działowa – wspomina Filip Domagała. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te założenia. W trakcie prac okazało się, że sytuacja konstrukcyjna jest znacznie bardziej skomplikowana.
Choć część budynku, po uderzeniu bomby w czasie wojny, odbudowano z użyciem stropów żelbetowych, nie dotyczyło to tego fragmentu mieszkania. W części dziennej znajdował się strop drewniany, a ośmiocentymetrowa ściana biegła przez wszystkie kondygnacje, między belkami stropowymi. W praktyce oznaczało to jedno – była ścianą nośną.
Konieczne było zaangażowanie konstruktora i całkowita zmiana założeń projektowych. Rozwiązaniem okazało się wprowadzenie ponad pięciometrowego stalowego podciągu, który przejął obciążenia z wyższych kondygnacji. – Ze względu na gabaryty i ciężar nie było możliwości wniesienia belki w jednym elemencie. Podciąg został podzielony na trzy części i złożony na miejscu – wyjaśnia architekt.

Również w przypadku łazienki, nie obyło się bez komplikacji. W związku z tym, że powstała w korytarzu to nie było w niej niezbędnej wentylacji. Z archiwalnych planów wynikało, że za jedną ze ścian znajdują się piony instalacyjne, a jeden z kanałów wentylacyjnych powinien pozostawać wolny. – Wszystkie działania konsultowałem z kominiarzem ze wspólnoty – podkreśla Domagała.
Aby to zweryfikować, architekt samodzielnie sprawdził przebieg kanału od strony dachu, opuszczając na linie ciężarek. Ten jednak zatrzymywał się na wysokości mieszkania powyżej. Z dokumentacji wynikało, że kanał powinien zaczynać się właśnie na poziomie projektowanego lokalu, więc konieczna była dalsza weryfikacja.
Rozwiązanie wymagało współpracy z sąsiadką z wyższej kondygnacji. Za jej zgodą rozkuto fragment ściany, by sprawdzić przyczynę blokady. Wewnątrz kanału znaleziono nagromadzone przez lata zanieczyszczenia – resztki betonu, cegieł i inne odpady, które skutecznie uniemożliwiały prawidłową cyrkulację powietrza. Po ich usunięciu udało się przywrócić drożność przewodu, a ścianę odtworzono do pierwotnego stanu. Jak przyznaje architekt, było to jedno z bardziej wymagających doświadczeń w trakcie całego remontu – zakończone jednak pełnym sukcesem.



Nowoczesność i vintage w jednej strukturze
Wnętrze opiera się na świadomym zestawieniu elementów współczesnych z tymi, które nawiązują do charakteru kamienicy. Jasna baza, naturalne materiały i klasyczne rozwiązania – jak drewniana podłoga ułożona w jodełkę – budują spokojne, ponadczasowe tło dla bardziej wyrazistych detali. Pojawiają się tu akcenty kamienia, metalu i szkła, które porządkują przestrzeń i nadają jej nowoczesny rytm, nie konkurując z zastaną architekturą. Całość nie jest podporządkowana chwilowym trendom, a raczej konsekwentnej decyzji o jakości i trwałości. – Na co dzień pracuję na co najmniej takim poziomie i proponuję klientom materiały, które mają sens w czasie – służą przez lata i budują poczucie jakościowej przestrzeni. Dobre, naturalne rozwiązania nie są zależne od mody – po prostu dobrze się starzeją – podkreśla architekt.








